Anna Rastawicka: prymas Wyszyński był człowiekiem ogromnej prostoty, co łączył z dostojeństwem

by

– Prymas Wyszyński lubił, kiedy opowiadaliśmy różne śmieszne historie – wspomina Anna Rastawicka, bliska współpracowniczka prymasa i była przełożona generalna Instytutu Prymasowskiego. „Miał ogromny spokój… Ludzie nieraz przychodzili, pytali w trudnych sytuacjach: Eminencjo, to co teraz będzie? A Ksiądz Prymas spokojnie odpowiadał: tylko Bóg na pewno będzie i my w nim” – dodaje. W czwartek 28 maja przypada 39. pocznica śmierci Prymasa Tysiąclecia.

Paulina Guzik: Prymas Tysiąclecia, wielki Polak, kim był dla Pani jako bliskiej współpracowniczki i jakim był człowiekiem?

Anna Rastawicka: Był człowiekiem ogromnej prostoty, choć miał w sobie dostojeństwo. Chodził prosto, nigdy się nie garbił, ale jednocześnie miał w sobie tyle ciepła, a przede wszystkim takiej ludzkiej zwyczajności.

PG: Jak Pani i inne Panie, pracujące dla prymasa Wyszyńskiego doświadczały właśnie tego ciepła i serdeczności?

AR: No przede wszystkim przy stole. Ksiądz Prymas zawsze zwracał uwagę, żeby każdy sobie nałożył, żeby sobie dołożył. Prowadził rozmowę przy stole tak, żeby każdy miał coś do powiedzenia. Koleżanka bardzo lubiła jabłka, więc po posiłku obierał te jabłka w większej ilości, dzielił się z nami. Lubił kiedy opowiadaliśmy różne śmieszne historie. Poważnych rozmów raczej nie prowadziło się przy stole bo ksiądz Prymas mówił, że to szkodzi na trawienie, ale czasami jakiś humor. Zawsze pytał co tam nowego i była taka atmosfera właśnie takiej zwyczajności, normalności.

PG: Arcybiskup Józef Michalik we wstępie do Pani najnowszej książki, napisał że autorka umie czytać w sercu Prymasa. No więc co wyczytała Pani przez te wszystkie lata w sercu Prymasa, co z tego zostało z Panią do dziś?

AR: Przede wszystkim pewność, że jest Bóg. Ksiądz Prymas miał taką wiarę. Mówił często o wierze w swoich rodzinnych stronach. Mówił, że kiedyś biegał jako chłopiec po polach w Andrzejewie i zatrzymała go kaleka kobieta. Mówi: Stefek tak biegasz, poczytaj mi trochę. No i mówi: czytałem tej kobiecie, czytałem jej rozważania Tomasza à Kempis. Mówi: sam niewiele rozumiałem z tego co czytałem, ale ona była cała w tym co się jej czytało. I mówi: bo to są ludzie, którzy wierzą jakby widzieli. I ksiądz Prymas miał właśnie taką wiarę. On wierzył jakby widział.

Miał ogromny spokój… Ludzie nieraz przychodzili, pytali w trudnych sytuacjach: Eminencjo, to co teraz będzie? A ksiądz Prymas spokojnie odpowiadał: tylko Bóg na pewno będzie i my w nim. Drugie, co mi tak bardzo pozostało w sercu to jego taka serdeczna więź z Matką Bożą. To nie była werbalna więź, ale ten obraz Matki Bożej, wizerunek oblicza Matki Bożej Częstochowskiej, z którym się nie rozstawał Zabierał go wszędzie – i do Rzymu i na Sobór i na konklawe i na wszystkie wyjazdy w Polsce. Nosił pierścień z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej. W krzyżu biskupim miał wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej, w swoim herbie. I to była ta gwarancja jego wiary.

Bo mówił, że ostatecznie, w drodze na Kalwarię: nawet najlepsi ludzie się załamali, Apostołowie uciekli, został jeden który był przy matce. I dlatego, żeby w tym zawirowanym świecie nie zagubić się, nie stracić tej pewności wiary, potrzebujemy pomocy Matki Bożej.

A trzecia sprawa – co mi się wydaje ogromnie ważne – to szacunek dla człowieka. On na każdego patrzył tak, że to jest człowiek. To nie był interesant, to nie był broń Boże jakiś konkurent, nawet jeżeli był innych przekonań. To dla niego był człowiek. W zapiskach więziennych napisał: nie zmuszą mnie niczym do tego, żebym ich nienawidził.

PG: Sam Prymas mówił, że jego droga to jest droga wielkopiątkowa. Jak człowiek może to wytrzymać, to co on wytrzymał?

AR: Myślę, że człowiek sam, bez tej pewności wiary nie byłby w stanie tego udźwignąć. Kiedy Ksiądz Prymas po latach przeczytał jeszcze w maszynopisie pierwsze lata „Pro memoria”, które teraz wychodzą drukiem, powiedział: zastanawiam się, jak można było to wszystko wytrzymać. A wytrzymał. Wytrzymał z tą swoją ogromną pewnością, że jest Bóg. To co napisał w Komańczy: Bądź wola Twoja jako w niebie, tak i w Komańczy! Miał przede wszystkim tę świadomość, że człowiek żyje dla Boga i czy żyje czy umiera – jest dla Boga i Bóg jest z nim. Bo przecież Bóg wie, gdzie jest Komańcza. I ta ogromna pewność, że zwłaszcza jeżeli zawierzy się Matce Bożej, to Bóg człowieka nie zostawi. I to była jego siła.

Więź z Bogiem. To był człowiek, który nie demonstrował tego na co dzień, ale to był człowiek jakby całkowicie zatopiony w Bogu. Pamiętam taką sytuację: kiedyś chodziliśmy po ogrodzie, odmawialiśmy różaniec. A w krzaku w glicynii, na ścianie głównej domu od strony ogrodu było gniazdo synogarlicy. I ta ptaszyna siedziała na tym gnieździe. Tutaj wiatr, deszcz szarpie tymi gałązkami, a ten ptak się nie rusza i siedzi. Zwróciłam się do księdza Prymasa: Ojcze – bo tak do niego mówiliśmy w sekretariacie na Miodowej – Ojcze, Ty czuwasz nad Kościołem jak ten ptak w tym gnieździe. A ksiądz Prymas nie zaprzeczył. Tak spojrzał na mnie i mówi tak: wiesz, ja chyba naprawdę nie mam już nic swojego.

A kiedy człowiek jest tak całkowicie oddany Bogu to ma pewność, że tak jak był w więzieniu, to czy pracą czy uwięzieniem służy Bogu. Ma pewność, że Bóg się tym posługuje. Komunistom się wydawało, że kiedy Prymasa uwięzią to Kościół w Polsce zginie, a tymczasem Prymas wyszedł o wiele mocniejszy. Prymas wyszedł jako autorytet, z którym już sobie do końca nie tylko nie mogli poradzić, ale o który się opierali. Kiedy czuli, że władza się kruszy w swoich posadach, zwracali się do niego, żeby uspokoił naród i z jego strony to nie była współpraca, to nie była uległość. To była po prostu odpowiedzialność za ludzi. Mówił: nie darowałbym sobie, gdyby z mojej winy zginął chociaż jeden młody człowiek. To był ojciec. Ojciec narodu, który się troszczył o człowieka. Nie troszczył się o swoją władzę, o swój autorytet, to przyszło samo. On się troszczył o człowieka.

***

Anna Rastawicka – propagatorka nauczania Prymasa Tysiąclecia, przez lata należąca do grona osób z jego najbliższego otoczenia. Urodziła się 9 czerwca 1944 roku w Warszawie. W latach 1969–1981, pracując w Sekretariacie Prymasa Polski, była świadkiem życia Sługi Bożego. Od 1981 roku, pracując w Instytucie Prymasowskim, Anna Rastawicka działała na rzecz utrwalenia duchowego dziedzictwa, nauczania i zachowania pamięci o kard. Stefanie Wyszyńskim. Wśród prac opublikowanych przez Instytut Prymasowski, m.in. dzięki pracy redakcyjnej Anny Rastawickiej, szczególne miejsce zajmuje wielotomowe wydawnictwo „Dzieła zebrane” kard. Wyszyńskiego. Anna Rastawicka to także autorka licznych artykułów na temat życia i nauczania Prymasa Tysiąclecia, m.in. na łamach „Niedzieli”, „Przewodnika Katolickiego” i „Naszego Dziennika”. Współpracuje jako konsultant merytoryczny z Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego w Warszawie. Wywiad z Anną Rastawicką został przeprowadzony dla programu „Między Ziemią a Niebem” TVP1.