https://www.dorzeczy.pl/_thumb/7c/d4/c0fc5455dba5b12607a2deddc42d.jpeg
Konstytucja RPŹródło: PAP / Maciej Kulczyński

Marek Jurek dla DoRzeczy.pl: Probierz wierności konstytucyjnej

by

Profesor Tadeusz Styczeń, następca profesora Karola Wojtyły na Katedrze Etyki KUL, pisał, że prawa nienarodzonych (jako najzupełniej najsłabszych) są miarą demokracji. Kompromitują ją albo przynoszą jej chlubę – pisze Marek Jurek w swoim tekście dla portalu DoRzeczy.pl.

Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z 28 maja RP 1997 jest miarą porządku konstytucyjnego w Polsce. Jest sprawdzianem rzeczywistego stosunku zwalczających się sił politycznych do Konstytucji jako najwyższego aktu woli Rzeczypospolitej, do jej dyspozycji.

Nie tylko do przestrzegania „fair play” w walce o władzę, co jest zresztą bardzo ważne, buduje zaufanie do polityki, więc również do państwa, i jest wymogiem zarówno zwyczajnej ludzkiej przyzwoitości, jak narodowej solidarności. Przestrzeganie owych reguł pozostaje jednak kwestią wzajemnych relacji sił aspirujących do sprawowania władzy, a nie do obowiązków władzy, więc bardziej polityki niż samej Rzeczypospolitej. Ta część porządku konstytucyjnego jest więc bardzo ważna, ale nie najważniejsza. Konstytucja jest bowiem czymś więcej niż regulaminem walki o władzę, choć dla klasy politycznej jest tylko tym.

Ani PiS, ani PO (ani żadne inne ugrupowania) nie powołują się na tamto pomnikowe orzeczenie, stwierdzające, że szacunek dla prawa do życia od poczęcia jest warunkiem istnienia praworządnej demokracji. PiS do tego nie nawiązuje, PO o tym nie tylko milczała, ale solidaryzowała się ze znieważaniem tej zasady w Parlamencie Europejskim (podobnie zresztą jak najspokojniej urzędujący i nie niepokojony specjalnie przez władzę Rzecznik Praw Obywatelskich).

W każdym państwie są mniejszości par excellence, kwestionujące najważniejsze wartości wspólnoty, „publiczną ortodoksję” (jak to określił Willmoore Kendall), których prawa (takie jak prawo do wypowiedzi) należy chronić właśnie dlatego, że ich antykonstytucyjne poglądy nie mogą wpływać na politykę państwa, naruszać tego, co stanowi niezmienny, zdefiniowany fundament dobra wspólnego narodu.

Paradoksalnie to te aborcjonistyczne mniejszości, skupione na skrajnej lewicy, najuczciwiej (w czysto subiektywnym sensie oczywiście) zachowują się wobec normy, którą negują. Po prostu ją odrzucają. W sposób niezamierzony demaskują oportunizm partii „głównego nurtu”, z których żadna nie przypomina wywrotowym ugrupowaniom, że negując prawo do życia, potwierdzone jako konstytucyjna norma przez Trybunał Konstytucyjny – nie mogą mieć wpływu na żadną ze spraw, na żaden obszar polityki państwa, którego ta norma w jakikolwiek sposób dotyczy. Tribunal locutus, causa finita: właśnie takie jasne reakcje utrwalałyby polityczny consensus. Ale reakcji tych nie ma.

Jutro mija 23.rocznica tamtego pomnikowego orzeczenia, będącego w pierwszym rzędzie dziełem profesora Andrzeja Zolla. Pozostaje ono jednym z największych osiągnięć Wolnej Polski. Choć dla polityków miarą osiągnięć pozostaje jedynie władza. „Główny nurt” płynie tam gdzie chce, bynajmniej nie korytem wyżłobionym przez Konstytucję.