https://ocdn.eu/pulscms-transforms/1/Gaak9kpTURBXy81N2FhOGI3YjUyZDJhY2I0ZDIxODMyNzFhNWQ3MzkyZi5qcGeTlQPNAxXNA1nNEL_NCWyTBc0DFM0BvJMJpmNhNzlmMQaBoTAB/jerzy-stepien.jpg
Jerzy Stępień , Foto: Archiwum / PAP

Jerzy Stępień: Kaczyński postrzega samorządność jako zagrożenie

Mam nadzieję, że samorząd jest na tyle silny, że obroni swoją pozycję i nie dojdzie do tego, co stało się w 1950 r., kiedy komuniści, po opanowaniu całej sfery politycznej, od razu zlikwidowali samorządy - mówi w rozmowie z Onetem Jerzy Stępień, były prezes Trybunału Konstytucyjnego, który obok Jerzego Regulskiego i Michała Kuleszy jest uważany za jednego z trzech najważniejszych twórców polskiej samorządności.

by

Mikołaj Podolski, dziennikarz Onetu: Dziś obchodzimy Dzień Samorządu Terytorialnego, który ustanowiono na pamiątkę pierwszych wyborów samorządowych po pożegnaniu socjalizmu. Tym razem to jest okrągła, 30. rocznica tych wyborów. Dużo pan pamięta z tego dnia, 27 maja 1990 r.?

Jerzy Stępień: Pamiętam, że zadzwonił do mnie Jerzy Regulski z prośbą o przyjęcie jego mamy w jego biurze. Powiedziałem "Bardzo chętnie, ale nie dziś". Ale on się upierał. Mówił o swojej ponad 90-letniej mamie: "ona koniecznie chce zobaczyć to, co się dzieje i sprawdzić, czy to się dzieje naprawdę". Nie miałem wyjścia, musiałem ją przyjąć i zrobiłem to z wielką radością.

Pamiętam też, że telewizja przeprowadzała pierwszy wywiad na żywo z ulicy. Przeprowadził go ze mną młody dziennikarz TVP, który nazywał się Tomasz Lis. Widziałem go wtedy na oczy pierwszy raz. Myślę, że to był jeden z jego pierwszych wywiadów.

Zobacz także

Poza tym tamtego dnia rano zameldowała się u mnie grupa ekspertów Rady Europy. Przyjechali do Polski kilka dni wcześniej, żeby nadzorować wybory. W dniu ich przeprowadzenia zaczęli pracę od wizyty w moim biurze, ponieważ byłem komisarzem wyborczym. Po kilku tygodniach przysłali wspaniały, 80-stronicowy raport o tych wyborach, pisząc w ostatnim zdaniu, że były wolne, sprawiedliwe, demokratyczne i bardzo dobrze zorganizowane. Bardzo mnie to cieszyło, ponieważ organizowałem te wybory od podstaw.

To był 1990 rok, zatem wszystko musiało być nowe. Pewnie było bardzo trudno?

Nie było wtedy aparatu wyborczego. Musieliśmy go zorganizować. Wpadłem na pomysł, żeby komisarzami wyborczymi byli prezesi sądów. W ten sposób zaczęła się praktyka wprowadzania sędziów do aparatu wyborczego.

Jak było z frekwencją?

Była dla nas wielkim rozczarowaniem. Gdy dowiedziałem się, że w okolicach południa wynosiła zaledwie kilkanaście procent, to byłem przerażony. Spodziewałem się, że wyniesie 70 proc. Po południu też było bardzo słabo. Stanęło na 42 proc.

Patrząc z dzisiejszej perspektywy, to wcale nie tak źle.

Tak, ale ja patrzyłem na to z perspektywy człowieka, który czekał na ten dzień jak na zbawienie. Cieszyłem się, że będziemy mieć pełną demokrację i samorząd terytorialny, a tu przydarzyła się tak niska frekwencja. Za to tymi wyborami bardzo interesowały się media zachodnie. W Polsce natomiast wiele osób doszło do wniosku, że wybory do gminy to nic ważnego i wielu wciąż tkwi w tym przekonaniu. Tymczasem na Zachodzie ludzie doskonale rozumieją, że samorząd terytorialny to fundament państwa demokratycznego.

Polska samorządność to w pewnej mierze również pańskie dzieło. Czy czuje pan dumę z samorządów teraz, gdy dzielnie radzą sobie one w czasach pandemii?

Bardzo mnie to cieszy. Jestem pełen uznania dla samorządowców. Również dla ich postawy w sytuacji, gdy rząd dążył do przeprowadzenia wyborów prezydenckich w maju. Właśnie o takich samorządowców chodziło profesorowi Regulskiemu i jego najbliższemu otoczeniu, do którego się zaliczam. Wprowadzając samorząd, dokonaliśmy głębokiej zmiany ustroju państwa. Polska zmieniała się z dbałością o interes lokalny, a po czasie również interes regionalny.

To wszystko się świetnie udało, ale w ostatnich miesiącach ta samorządność ma dużo problemów. Ja chciałbym pana zapytać o te najświeższe, spowodowane pandemią. Wielu samorządowców apeluje teraz do rządu, żeby samorządy dostały swoją tarczę antycovidową. Czy pańskim zdaniem ona powinna powstać i na czym to wsparcie miałoby polegać?

Oczywiście, że powinna powstać, ponieważ samorządom można zaufać. Spójrzmy na program 500 plus: rząd zaufał samorządom i one zajęły się rozdysponowaniem tych pieniędzy. Wzięły na siebie całą obsługę informatyczno-logistyczno-organizacyjną. Uważam, że teraz, podczas pandemii, należałoby zmniejszyć obciążenia z tytułu tzw. janosikowego. Musimy również brać pod uwagę, że samorządy ponoszą olbrzymie straty z powodu zmniejszonych wpływów z podatków PIT oraz CIT i mają mniejsze dochody własne, ponieważ w tym czasie same udzielają przedsiębiorcom różnego rodzaju ulg, żeby oni przetrwali czas pandemii.

Chciałbym też, żeby przestano straszyć samorządowców np. zarządami komisarycznymi. Nie straszmy, tylko dajmy im działać. Wystarczy spojrzeć, jak fantastycznie radzi sobie teraz pani marszałek Elżbieta Polak w województwie lubuskim.

Ja daleki jestem od straszenia, ale czy możemy się obawiać, że przez pandemię proporcje podziału władzy między rządem a samorządem już teraz się chwieją i że rząd zabierze samorządom nie tylko pieniądze, ale też kompetencje i będzie tłumaczył to walką z koronawirusem?

Przyznam, że boję się tego cały czas. To jest rząd, który myśli centralistycznie. Pamiętam zresztą obydwu braci Kaczyńskich w Senacie, kiedy zajmowaliśmy się samorządem. Oni kompletnie nie zdradzali żadnego zainteresowania samorządnością. Skupiali się wyłącznie na życiu partyjnym, budowali swoją partię. Nie wierzę w to, żeby Jarosław Kaczyński rozumiał cokolwiek z samorządności. Moim zdaniem on postrzega samorządność jako zagrożenie dla swojej autorytarnej władzy. Nie spodziewam się więc niczego dobrego w tej kwestii.

Mam jednak nadzieję, że samorząd jest na tyle silny, że obroni swoją pozycję i że nie dojdzie do tego, co stało się w 1950 r., kiedy komuniści, po opanowaniu całej sfery politycznej, od razu zlikwidowali samorządy. Trzeba było kilkudziesięciu lat, żeby odbudować tę samorządność. Jestem bardzo dumny, że mogłem do tego przyłożyć rękę.