https://ocdn.eu/pulscms-transforms/1/dNVk9kpTURBXy9iZTQyZTI3Mjc0ZGZjOTQ3MGVjM2U4NTk4NDc0YjhmMC5qcGeTlQMAfc0PoM0IypMFzQMUzQG8kwmmMTc1YzUxBoGhMAE/pani-beata-samotnie-protestujaca-pod-siedziba-programu-trzeciego-polskiego-radia.jpg
Pani Beata samotnie protestująca pod siedzibą programu trzeciego Polskiego Radia , Foto: Adam Stępień / Agencja Gazeta

Samotna demonstrująca pod "Trójką" odpowiada rzecznikowi stołecznej policji

Pani Beata protestowała w pojedynkę w weekend pod siedzibą Polskiego Radia, a następnie została wylegitymowana i przewieziona do komisariatu na ul. Wilczej. Słuchaczka Trójki postanowiła napisać list, w którym odniosła się do słów rzecznika stołecznej policji oskarżający ją o próbę medialnej prowokacji. Przedstawia swoją wersję wydarzeń -podaje "Gazeta Wyborcza"

by

Słuchaczka programu trzeciego Polskiego Radia postanowiła podjąć protest, będąc zaniepokojona ostatnimi wydarzeniami związanymi z radiostacją. Chodzi o usunięcie notowania Listy Przebojów, którą miała wygrać piosenka Kazika "Mój ból jest lepszy niż twój". Ruch ten uznano za motywowany politycznie. Spowodowało to lawinę negatywnych komentarzy i wzajemnych oskarżeń o manipulacje wynikami listy. Zakończenie współpracy z radiem zapowiedziało wielu dziennikarzy, którzy od lat tworzyli ramówkę Trójki. - To od zawsze było moje radio. Teraz to wszystko padło - Pani Beata tłumaczyła swój smutek związany z całą sytuacją w rozmowie z dziennikarzem "Gazety Wyborczej".

Zobacz także

W sobotę Pani Beata została zatrzymana przez policję, ponieważ nie pozwalała się wylegitymować funkcjonariuszom policji. Policjanci tłumaczyli, że Pani Beata musi zostać wylegitymowana, ponieważ funkcjonariusze muszą upewnić się, że nie jest ona osobą poszukiwaną lub zaginioną.

Następnego dnia rzecznik prasowy Komendy Stołecznej Policji wyjaśnił zajęcie, mówiąc: - Niestety można odnieść wrażenie, że raczej [zatrzymanej] zależało na tym, żeby zostało to zarejestrowane przez media i podkręcane. W momencie, kiedy ta osoba została przewieziona do komendy, nie było żadnego problemu z podaniem swoich danych - powiedział.

Rzecznik dodał następnie, że dane zostały przekazane przez zatrzymaną jeszcze przed wejściem na komendę.

List zatrzymanej słuchaczki

Pani Beata postanowiła odnieść się do słów rzecznika i napisała list, w którym szczegółowo wyjaśniła swoją perspektywę opisywanych zdarzeń.

"Nie jest prawdą, że podałam komukolwiek dane przed wejściem do komendy. Być może taki przekaz trafił też do innych stacji telewizyjnych czy radiowych, ponieważ widać kilka mikrofonów w trakcie udzielania wyjaśnień." - napisała.

Jak również podkreśliła, policjanci w trakcie zatrzymania i próby wylegitymowania, jak i później zachowywali się uprzejmie, a funkcjonariusze "grzecznie rozmawiali" i nie zabronili skorzystania z telefonu.

Jak wyjaśnia Pani Beata, problem, jaki napotkała, dotyczył przekazania przez nią danych osobowych funkcjonariuszom: "Pan policjant powiedział, że moje dane wpisze do swojego notesu inny funkcjonariusz, jeden z tych z radiowozu, którzy weszli do budynku razem ze mną. Nie wiem, dlaczego i po co, skoro moje dane zweryfikowano już na miejscu."

"Sprawdzenie zgodności danych trwało krótko i następnie zostałam zaprowadzona do wyjścia. Podeszliśmy do radiowozu i policjant wystawił z niego mój rower. Przed odjazdem spytałam, czy mogę już wrócić i nadal jeździć pod Trójką. Usłyszałam, że tak, więc spokojnie odjechałam. Nie mam żadnych zastrzeżeń do działań policji na Wilczej." - pisze Pani Beata.

Protestująca słuchaczka Trójki przyznała, że nie rozumie, dlaczego rzecznik stołecznej policji przedstawił ten proces zupełnie inaczej.

"Nie chciałam podać danych, bo - jak informowały mnie inne osoby - mam takie prawo, jeśli nie ma powodu. Prosiłam o powołanie się na paragraf, z którego mam zostać spisana przez policjanta, ale go nie podał" - napisała w swoim liście Pani Beata.

Zarzut o "akcję polityczną"

Pani Beata wyjaśnia również, że od początku zaznaczała, że jej forma sprzeciwu wobec działań władz Trójki jest formą jednoosobowego protestu reprezentującego jej osobiste przekonania i odczucia.

Policjanci wypytywali o to, czy pod Trójką mogą zebrać się inni protestujący. Osamotniona Pani Beata miała przekazać funkcjonariuszom informację o tym, że żaden protest nie jest planowany.

"Tłumaczenie rzecznika, że pytano mnie, czy będzie jakieś zgromadzenie i to był powód zatrzymania, jest dla mnie niezrozumiałe, ponieważ pod Trójką wyraźnie powiedziałam, że ja niczego nie organizuję ani nie wiadomo mi, żeby jakiekolwiek zgromadzenie miało się tu odbyć" - zaznacza.

"Nie jestem osobą aktywną politycznie, ale wyraziłam swój niechętny stosunek do formacji rządzącej za to, co zrobiła Trójce - mogli ją przecież zostawić w spokoju, mając publiczną telewizję i inne programy radiowe. Trójki słuchali przeważnie inni ludzie niż zwolennicy "dobrej zmiany", więc można było tę jedyną stację, której słuchałam, oszczędzić."

Źródło: "Gazeta Wyborcza"