https://www.rp.pl/apps/pbcsi.dll/storyimage/RP/20200525/EKO/305259887/AR/0/AR-305259887.jpg?imageversion=Artykul&lastModified=
Fotorzepa, Radek Pasterski

Wirus zainfekował apteki. Co czwarta może zniknąć

by

Każda apteka jest zadłużona średnio na ponad 40 tys. zł, choć rekordziści nawet na 2,9 mln zł. Kolejne miesiące będą dla branży bardzo trudne.

W Krajowym Rejestrze Długów pod koniec kwietnia znalazło się niemal 2,6 tys. aptek winnych kontrahentom 107,9 mln zł. Przeważają te działające jako jednoosobowa działalność gospodarcza – to ponad 87 proc. Pozostałe to placówki prowadzone przez spółki prawa handlowego.

https://grafik.rp.pl/grafika2/1549641,9.jpg
https://static.presspublica.pl/marketing/rzeczpospolita/cce/2020/032020/koronawirus-otwarte_tresci.png

Mocno pod górkę

– Mikroprzedsiębiorcy mają więcej problemów z płynnością finansową niż duże apteki. Punkty tych pierwszych często są ulokowane poza głównymi szlakami handlowymi i nie mają takiego natężenia ruchu jak placówki sieciowe mieszczące się w galeriach handlowych czy w popularnych miejscach turystycznych – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. – Problemem jest też zbyt duże zagęszczenie aptek. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego na jedną aptekę przypada średnio 2,6 tys. osób, a średnia dla UE to 4,3 tys. mieszkańców. Trudno się więc przebić, a do tego dochodzą niskie marże – dodaje.

To tylko jedna z kiepskich informacji o kondycji tego sektora. – Z danych polskiej firmy analitycznej PEX PharmaSequence wynika, że w maju jest w aptekach ok. 5 mln mniej klientów tygodniowo niż przed pandemią, a ich wydatki są niższe. To plus mniej recept oraz wyższe koszty działalności oznacza w sumie kłopoty dla sektora – mówi Marcin Piskorski, prezes Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET.

– W ostatniej dekadzie, od wejścia w życie ustawy refundacyjnej, rynek wzrósł o 26 proc., a segment leków refundowanych stracił 5 proc. wartości. Ten segment stanowił przed dekadą 51 proc. obrotu statystycznej apteki, a dzisiaj 38 proc. – dodaje.

W efekcie średni obrót apteki – po uwzględnieniu inflacji – nie rośnie, rosną za to koszty, zwłaszcza czynszów czy wynagrodzeń pracowników. – Po uwzględnieniu inflacji wartość narzutu uzyskiwanego przez apteki w latach 2011–2019 nie rośnie, a w kategorii leków refundowanych spada o 0,5 mld zł. W efekcie co czwarta apteka w Polsce – 26 proc. aptek sieciowych i 23 proc. niesieciowych – jest nierentowna – mówi Marcin Piskorski. Dzieje się tak, mimo że liczba placówek aptecznych od szczytu rynkowego we wrześniu roku 2017 spadła o prawie 1500. 1 marca 2020 r. było ich 13,6 tys.

Wydawałoby się, że w czasie pandemii powinny wręcz przeżywać boom. O ile można było o nim mówić, o tyle był niesłychanie krótki – w tygodniu 9–15 marca apteki odwiedziło 18,4 mln osób, 31 proc. więcej niż w poprzednich tygodniach. W efekcie marcowa sprzedaż wzrosła o 33 proc., do 4,1 mld zł, ale już kwietniowa wyniosła 2,8 mld zł.

Kolejne wyzwania

– Kłopoty finansowe mają zarówno apteki indywidualne, jak i sieciowe. To efekt dużej zmiany, jaka zaszła na rynku, ponad 90 proc. porad w ramach przychodni odbywało się telefonicznie lub internetowo, a recepty wystawiane są elektronicznie. W efekcie pacjent nie idzie teraz do apteki obok przychodni po zakończonej wizycie, lecz do tej, którą ma najbliżej domu – mówi Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.

– Wystawianie recepty np. na rok powoduje, że pacjent jest z jedną apteką na ten czas związany, a inna placówka traci taką pozycję w obrotach. To oczywiście efekt pandemii, ale nawet jeśli utrzyma się tylko w przypadku części pacjentów, to i tak wiele aptek na tym straci. Niestety, wiele z nich czerpie zysk z niewielkiego bufora obrotów. Ich utrata to problem z płynnością. Nawet duże firmy występują do kontrahentów o wydłużanie terminów płatności czy kredyt kupiecki – dodaje.

Związek Aptekarzy Pracodawców Polskich Aptek podaje, że apteki indywidualne mają 57 proc. rynku (w liczbie punktów). Generują 14,2 mld zł obrotów, czyli już 41,1 proc. wartości rynku – średnio przypada ok. 144 tys. zł miesięcznie na aptekę. Z kolei apteki sieciowe mają 43 proc. rynku. Ich obrót to ok. 20,3 mld zł, czyli 58,9 proc. wartości rynku. Na jedną przypada zatem już średnio 273,5 tys. zł miesięcznie.

Tak pod względem obrotów, jak i zadłużenia średnia mówi niewiele. Najbardziej zadłużona aptekarska spółka ze Śląska ma ponad 2,9 mln zobowiązań, zaś najwięcej firm z tego sektora ze zgłoszonymi do KRD długami działa na Mazowszu. Ogółem w kraju siedem firm ma długi ponad 1 mln zł.

– Cały rynek apteczny jest bardzo marginalizowany, co dziwi w kontekście tego, że to obecnie najczęściej farmaceuta jest tą osobą, która może zapewnić pacjentowi poradę i opiekę. Nie mówię tutaj tylko o Covid-19, ale o wielu chorobach i dolegliwościach, które nie zniknęły, a większość przychodni i lekarzy udziela pacjentom porad wyłącznie online lub poprzez kontakt telefoniczny – mówi Krzysztof Szponder, dyrektor zarządzający sieci franczyzowej Dr.Max Polska.

Sieci w nowych realiach mocno rozwijają też sprzedaż internetową, ale dla pojedynczych placówek to opcja za droga.