https://i.iplsc.com/-/000A58QUDA9HMOKS-C122-F4.jpg
/Paul Bradbury/Hoxton /East News

Motocykliści i quadowcy na celowniku służb

by

Zatrzymywanie jadącego lasem kierowcy motocykla crossowego lub quada wiąże się z ryzykiem; próby rozjechania interweniujących strażników to stała praktyka - wskazują leśnicy. Opisują sytuację z minionego weekendu, gdy kilkudziesięciu motocyklistów niszczyło rezerwat w Mikołowie.

Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Katowicach (RDLP) zaznacza zarazem, że akcje wymierzone w łamiących prawo będą coraz częstsze. Chodzi nie tylko o ochronę leśnej infrastruktury, ale bezpieczeństwo turystów - podkreślają leśnicy.

Wraz z otwarciem lasów dla turystów pojawiło się w nich także wielu jeżdżących na quadach i motocyklach crossowych. Jak opisują leśnicy, urządzają sobie oni szaleńcze jazdy i wyścigi także w rezerwatach przyrody, wyrządzając olbrzymie szkody. Zdarza się też, że spychają turystów ze szlaku.

RDLP przypomina, że wjazdy do lasu przez osoby nieuprawnione pojazdami silnikowymi są najczęściej łamanym prawem leśnym, opisanym w art. 161 kodeksu wykroczeń. Leśnicy zaznaczają, że przejazd i parkowanie samochodem nie czyni tylu i takich szkód dla lasu i zwierząt, jak właśnie quady i motocykle crossowe.

Przedstawiciele służb leśnych wskazują, że próba zatrzymania crossowców bywa niebezpieczna. Opisują sytuację z niedzieli, gdy - po interwencjach mieszkańców i turystów - zorganizowano akcję w Dolnie Jamny. Brali w niej udział strażnicy leśni nie tylko z Nadleśnictwa Katowice, ale także z Kobióra, Siewierza i Chrzanowa.

"Dolina Rzeki Jamny to rezerwat, w którym znajduje się wiele rzadkich na terenie województwa śląskiego gatunków chronionych, by wymienić choćby wawrzynek wilcze łyko, skrzyp olbrzymi i widłak goździsty. Łącznie ok. 50 ludzi rozjeżdżało dolinę" - opisuje komendant straży leśnej w Nadleśnictwie Katowice Tomasz Kurek.

Zanim zatrzymano jednego z nich, szarżujący po lesie wielokrotnie niemal rozjechali dającym sygnały do zatrzymania się strażników leśnych. "Sam dwukrotnie odskoczyłem w ostatniej chwili, gdyby nie dobry refleks, z pewnością skończyłoby się na obrażeniach. Zatrzymany crossowiec został ukarany za bezprawny wjazd do lasu i niszczenie infrastruktury - łącznie wystawiliśmy mandaty na 1000 zł. Co ciekawe, po tej akcji do końca dnia nie stwierdziliśmy w tym miejscu żadnych prób wjazdu" - dodał Kurek.

Jak podaje RDLP, tylko od środy zatrzymano i ukarano crossowców w Nadleśnictwie Wisła - dwukrotnie w okolicy Istebnej, a także na terenie Nadleśnictwa Koszęcin, w pobliżu Koszęcina. "Niebezpieczny przebieg miały wyścigi w Nadleśnictwie Bielsko, gdzie turyści byli spychani ze szlaku prowadzącego z Hrobaczej Łąki" - podaje Dyrekcja. Do zatrzymania doszło także w Nadleśnictwie Rudy Raciborskie w pobliżu miejscowości Nędza. W kolejnych dniach inni quadowcy zostali zatrzymani w Nadleśnictwach Olkusz i Koszęcin i Katowice.

"Przykład z Mikołowa, gdzie próbowano rozjechać strażników, nie jest wyjątkiem. To stała praktyka. Co gorsza, sytuacji nie poprawia nawet obecność na patrolu funkcjonariuszy policji. Poruszający się na quadach liczą, że mając na głowach kaski są anonimowi i uda im się uciec" - wskazał Wojciech Jaroń, odpowiedzialny w RDLP w Katowicach za bezpieczeństwo.

Jak zapowiadają strażnicy leśni, takie akcje jak w Mikołowie będą organizować coraz częściej, również w weekendy. "Chodzi o to, że wyścigi na quadach i motocyklach nie tylko niszczą infrastrukturę lasu, ale są też dużym zagrożeniem dla zdrowia i życia osób wędrujących po górskich szlakach turystycznych, a także spacerowiczów, często z małymi dziećmi, którzy wybrali się na wycieczkę po leśnych duktach" - dodaje Jaroń.

Komendant Kurek uważa, że gdyby crossowcy założyli stowarzyszenie, to jako strona społeczna mieliby szanse na rozmowy w sprawie udostępnienia miejsc, po których mogliby jeździć bez strat w przyrodzie i konfliktów. Tymczasem zazwyczaj nie ma z kim rozmawiać. "Zawsze po zatrzymaniu w lesie człowieka na quadzie czy motocyklu z nadzieją zadaję pytanie - czy jest członkiem stowarzyszenia crossowego. Niestety, odpowiedź jest krótka i ta sama: nie jestem" - podsumowuje Kurek.