https://ocdn.eu/pulscms-transforms/1/zp7k9kpTURBXy8yYTBmMDU5N2Q3MWRmMTY4YjljNTM5OTU0ODIwZTQ0Yi5qcGeTlQMAMc0RkM0J4pMFzQMUzQG8kwmmMTIxZTBmBoGhMAE/uniwersytet-slaski.jpg
Uniwersytet Śląski , Foto: Paweł Pawlik / Onet

Studenci przesłuchiwani przez policję. Poskarżyli się na homofobię wykładowcy

Studenci Uniwersytetu Śląskiego, którzy zarzucali swojej wykładowczyni nietolerancję i homofobię, są przesłuchiwani przez policję. Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych twierdzi, że w trakcie trwających kilka godzin przesłuchań może dochodzić do nadużyć, w tym do zastraszania. – Te doniesienia są absurdalne i nieprawdziwe – komentuje dla Onetu rzeczniczka katowickiej policji.

by

Sprawę nagłośnił Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. W mediach społecznościowych alarmuje, że "wygląda to na przesłuchanie w celu zastraszenia, a nie standardowe działania organów ścigania”. Jak podaje organizacja, w rozmowie ze studentami prócz policjanta udział bierze prawnik fundacji Ordo Iuris, która wspiera socjolog prof. Ewę Budzyńską.

- Wszystko wskazuje na to, że Ordo Iuris chce po prostu zastraszyć studentów, by każdy kolejny bał się złożyć podobną skargę. Nawet kiedy jego wykładowca będzie opowiadał nienaukowe bzdury - czytamy w internetowym wpisie Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych.

Ośrodek przekazał też, że oficjalnie studentów nie poinformowano, z jakiego powodu każe im się zeznawać, a przesłuchiwani "siedzą w środku po kilka godzin, wychodzą roztrzęsieni, dziewczyny płaczą".

FB Post

"To absurd" - odpowiada policja

Co na to policja? – W charakterze świadka zostali wezwani studenci i pani profesor. Strony są informowane o swoich prawach, obowiązkach, a także powodzie wezwania. Doniesienia dotyczące kilkugodzinnych przesłuchań w celu zastraszania studentów są absurdalne i nieprawdziwe. Skąd informacje, że dziewczyny płaczą, skoro przesłuchiwani byli sami mężczyźni? – komentuje dla Onetu Agnieszka Żyłka, rzeczniczka katowickiej policji.

Jak się dowiadujemy, 20 stycznia tego roku (niecałe dwa tygodnie po tym, gdy rzecznik dyscyplinarny Uniwersytetu Śląskiego złożył wniosek o ukaranie wykładowczyni naganą) do prokuratury wpłynęło zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa z art. 235 kodeksu karnego, czyli tworzenia fałszywych dowodów. Złożyła je, jak utrzymuje policja, osoba trzecia, która w ten sposób chciała stanąć w obronie Budzyńskiej. Od tego czasu prowadzone jest dochodzenie w tej sprawie.

Zobacz także

– Czynności prowadzone są zgodnie z przepisami kodeksu postępowania karnego z zachowaniem procedur dotyczących m.in. przesłuchania świadków i udziału pełnomocnika. Pani profesor skorzystała z możliwości udziału pełnomocnika, który ma prawo uczestniczyć w całości prowadzonych czynności. Może zadawać pytania – zaznacza rzeczniczka katowickiej policji.

Stanowisko Uniwersytetu Śląskiego

Dziś rano odbyło się spotkanie władz katowickiej uczelni tej sprawie. Wydano oświadczenie.

"Z głębokim zaniepokojeniem odbieramy podejmowane przez organy ścigania przesłuchiwanie studentów, którzy zdecydowali się wnieść skargę na budzące ich sprzeciw treści zajęć prowadzonych przez panią dr hab. Ewę Budzyńską" - czytamy w stanowisku kierownictwa Uniwersytetu Śląskiego.

Z pisma dowiadujemy się, że skarga jest przedmiotem postępowania prowadzonego przez niezależną komisję dyscyplinarną UŚ.

"Czynności organów ścigania podejmowane w czasie, gdy toczy się nadal postępowanie przed organami uczelni, są odbierane przez wielu członków wspólnoty naszego Uniwersytetu, jako ingerujące w autonomię funkcjonowania jego organów. Powinny one realizować powierzone im przez prawo zadania w sposób nieskrępowany, z poszanowaniem zasad wolności słowa, autonomii uczelni oraz podstawowych wartości, jakie szanowane winny być w Uniwersytecie" - wskazano w piśmie podpisanym przez prof. Ryszarda Koziołka, prorektor ds. kształcenia i studentów Uniwersytetu Śląskiego.

Kontrowersyjne wykłady

O sprawie socjolog Ewy Budzyńskiej głośno było na początku tego roku. Wówczas wykładowczyni Uniwersytetu Śląskiego, związana z uczelnią przez ponad 25 lat, zrezygnowała z pracy w geście protestu. Władze uczelni uznały bowiem, że powinna zostać ukarana naganą. Decyzję podjęto po oficjalnej skardze studentów, którzy na jej zajęciach mieli słyszeć m.in. o negatywnych skutkach wychowywania dzieci przez pary homoseksualne, porównywaniu gender do komunizmu, a antykoncepcji do aborcji. Zarzucano jej też przekazywanie informacji niezgodnych ze współczesną wiedzą naukową oraz promowanie poglądów radykalno-katolickich.

W obronie prof. Ewy Budzyńskiej stanęły m.in. organizacje i media katolickie, fundacja Ordo Iuris oraz ówczesny minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin.